Przed lekturą proszę się skonsultować z lekarzem lub farmaceutą ;)
Początki
Zaczęło się tak, że przy diecie i regularnym wysiłku fizycznym zaczęłam tyć. Początkowo wmawiałam sobie, że to przez to, że zdarzało mi się jeść słodycze. Odstawiłam je...nadal tyłam. Potem stwierdziłam, że jem za dużo. Obcięłam kalorie...nadał tyłam. Gdy waga wskazała 65 kg... czyli 10 kg więcej niż normalnie... przestałam jeść - nie jadłam 2 dni - tylko piłam...waga nadal rosła. Potem przestałam się w ogóle ważyć.
Waga to nie był jedyny symptom choroby. Także ospałość, brak koncentracji, pobudki w środku nocy przez duszności.
Nadszedł czas na szukanie winowajcy gdzieś poza sobą. Badania, lekarze... Wyszło ZAPALENIE TARCZYCY!
Podobno przez przewlekły stres...
Diagnoza i walka
Dla kogoś, kto pracuje jako instruktor fitness, albo po prostu z ludźmi, gdzie jego ciało jest ciągle "pod nadzorem", takie nagłe wahanie wagi to zabójstwo. "Jak mam dawać przykład i motywację innym ludziom? Nie będę wiarygodna" - myślałam. Zaczęłam przyjmować leki i suplementy, weszła dieta wykluczająca nabiał i gluten... Na efekty czekałam bardzo długo. Musiałam doprowadzić do porządku swój organizm, ale musiałam przecież pracować.
W ruch poszły bardzo luźne fitnessowe spodnie - ludzie się dziwili, że je noszę, bo zawsze uwielbiałam obcisłe legginsy ;) Zakładałam też luźne bluzki. To był naprawdę okropny czas - wręcz depresji i nostalgii. Gdyby nie pomoc kochanych osób, to nie wiem czy zdołałabym dojść do siebie.
Wiele osób myślało, że jestem w ciąży. Dla mnie to było straszne - nikomu nie mówiłam co mi jest. Wiedziałam, że to nie jest moja wina i nie mam na to wpływu, ale było mi wstyd. Nie wiedziałam czy uda mi się z tego wyjść. A tu każdego dnia trzeba stanąć przed lustrem, przed grupą osób, które przyszły poćwiczyć, pracować nad swoim ciałem i trzeba się uśmiechać. Nieważne są problemy, nikogo one nie obchodzą. Masz zajęcia - mają być poprowadzone na 100%.
Może też to mi pomogło? Może to, że miałam dla kogo się starać, czerpałam od innych motywację? Zapominałam wtedy o chorobie. Jak zaczęłam wychodzić na prostą to dopiero zaczęłam się przyznawać do tego, co mi jest.
Zmiana
Choroba ta siała spustoszenie w moim organizmie i portfelu przez dobrych kilka miesięcy.
Nie zauważyłam niczego nowego w moim samopoczuciu, wyglądzie (ufffffffffffff......).
6 tygodniu po odstawieniu leków zrobiłam badania - wszystkie są w normie...
Refleksje
Cieszę się niezmiernie, ale też mam mętlik w głowie.
Czy z Hashimoto można się jednak wyleczyć? Czy to wcale nie były problemy z tarczycą? Jeśli nie, to z czym?
Eh, teraz więc swoich humorów nie mogę już zganiać na tarczycę hehe ;)Emotikon wink
A na poważnie... Z każdej sytuacji można znaleźć jakieś wyjście. Czasem zajmuje to więcej czasu. I nawet najgorsze rzeczy są nas w stanie czegoś nauczyć. Nie jestem już taką osobą jak 2 lata temu. Mam więcej pokory, ale też zacięcia, zawziętości i samodyscypliny.
Robiłam cały czas swoje, grunt to znaleźć ujście problemów i nerwów, zachować równowagę - dla mnie tym właśnie jest fitness - odskocznią. Każdy musi znaleźć swoją i będzie dobrze.
Chyba każdy z nas dostał kiedyś taką lekcję pokory. Ja niegdyś narzekałam na te 55 kg, teraz już nie jestem dla siebie taka krytyczna.
Emotikon wink
Zdjęcia z "apogeum problemów ze zdrowiem" (maj 2014) oraz "na właściwej drodze do zdrowia" (grudzień 2014). Ręka mówi sama za siebie.
Pozdrawiam!
W razie pytań - piszcie :)
Marta

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz