wtorek, 16 lutego 2016

Moje perypetie z Hashimoto


Przed lekturą proszę się skonsultować z lekarzem lub farmaceutą ;)


Początki


Zaczęło się tak, że przy diecie i regularnym wysiłku fizycznym zaczęłam tyć. Początkowo wmawiałam sobie, że to przez to, że zdarzało mi się jeść słodycze. Odstawiłam je...nadal tyłam. Potem stwierdziłam, że jem za dużo. Obcięłam kalorie...nadał tyłam. Gdy waga wskazała 65 kg... czyli 10 kg więcej niż normalnie... przestałam jeść - nie jadłam 2 dni - tylko piłam...waga nadal rosła. Potem przestałam się w ogóle ważyć. 

Waga to nie był jedyny symptom choroby. Także ospałość, brak koncentracji, pobudki w środku nocy przez duszności.

Nadszedł czas na szukanie winowajcy gdzieś poza sobą. Badania, lekarze... Wyszło ZAPALENIE TARCZYCY!
Podobno przez przewlekły stres... 

Diagnoza i walka


Dla kogoś, kto pracuje jako instruktor fitness, albo po prostu z ludźmi, gdzie jego ciało jest ciągle "pod nadzorem", takie nagłe wahanie wagi to zabójstwo. "Jak mam dawać przykład i motywację innym ludziom? Nie będę wiarygodna" - myślałam. Zaczęłam przyjmować leki i suplementy, weszła dieta wykluczająca nabiał i gluten... Na efekty czekałam bardzo długo. Musiałam doprowadzić do porządku swój organizm, ale musiałam przecież pracować.

W ruch poszły bardzo luźne fitnessowe spodnie - ludzie się dziwili, że je noszę, bo zawsze uwielbiałam obcisłe legginsy ;) Zakładałam też luźne bluzki. To był naprawdę okropny czas - wręcz depresji i nostalgii. Gdyby nie pomoc kochanych osób, to nie wiem czy zdołałabym dojść do siebie.

Wiele osób myślało, że jestem w ciąży. Dla mnie to było straszne - nikomu nie mówiłam co mi jest. Wiedziałam, że to nie jest moja wina i nie mam na to wpływu, ale było mi wstyd. Nie wiedziałam czy uda mi się z tego wyjść. A tu każdego dnia trzeba stanąć przed lustrem, przed grupą osób, które przyszły poćwiczyć, pracować nad swoim ciałem i trzeba się  uśmiechać. Nieważne są problemy, nikogo one nie obchodzą. Masz zajęcia - mają być poprowadzone na 100%.

Może też to mi pomogło? Może to, że miałam dla kogo się starać, czerpałam od innych motywację? Zapominałam wtedy o chorobie. Jak zaczęłam wychodzić na prostą to dopiero zaczęłam się przyznawać do tego, co mi jest. 

Zmiana



Po konsultacji z profesorem, odstawiłam na okres sześciu tygodni leki, które miały pomagać mojej tarczycy.
Choroba ta siała spustoszenie w moim organizmie i portfelu przez dobrych kilka miesięcy.

Nie zauważyłam niczego nowego w moim samopoczuciu, wyglądzie (ufffffffffffff......).
6 tygodniu po odstawieniu leków zrobiłam badania - wszystkie są w normie...


Refleksje


Cieszę się niezmiernie, ale też mam mętlik w głowie.
Czy z Hashimoto można się jednak wyleczyć? Czy to wcale nie były problemy z tarczycą? Jeśli nie, to z czym?
Eh, teraz więc swoich humorów nie mogę już zganiać na tarczycę hehe ;)Emotikon wink

A na poważnie... Z każdej sytuacji można znaleźć jakieś wyjście. Czasem zajmuje to więcej czasu. I nawet najgorsze rzeczy są nas w stanie czegoś nauczyć. Nie jestem już taką osobą jak 2 lata temu. Mam więcej pokory, ale też zacięcia, zawziętości i samodyscypliny.
Robiłam cały czas swoje, grunt to znaleźć ujście problemów i nerwów, zachować równowagę - dla mnie tym właśnie jest fitness - odskocznią. Każdy musi znaleźć swoją i będzie dobrze.

Chyba każdy z nas dostał kiedyś taką lekcję pokory. Ja niegdyś narzekałam na te 55 kg, teraz już nie jestem dla siebie taka krytyczna. 


Emotikon wink

Zdjęcia z "apogeum problemów ze zdrowiem" (maj 2014) oraz "na właściwej drodze do zdrowia" (grudzień 2014). Ręka mówi sama za siebie. 



Pozdrawiam! 
W razie pytań - piszcie :)
Marta

środa, 10 lutego 2016

"Kompleksy. Nie doceniamy tego, co mamy..."

To ja kilka lat temu ;)



Emotikon wink
Czasem tęsknię za czasami, kiedy mogłam jeść wszystko bez ograniczeń, cheat meale były na porządku dziennym i byłam szczupła + - 52 kg. Oczywiście stres także robił swoje - ach, obrona pracy licencjackiej - życie na sałacie i pieczywie... Nic innego nie przechodziło mi przez gardło. Stres.

Ale... 
Wtedy też dopiero zaczynałam przygodę z fitnessem, ćwiczyłam mało. Byłam młoda i zdrowa ;)Emotikon winkAch, te dwudziestolatki! Nie trzeba się za bardzo wysilać i jest dobrze. Emotikon wink

Z czasem jednak moje ciało zaczęło się zmieniać... żeby masa mięśniowa wzrosła, trzeba było zacząć jeść. Zdrowo i regularnie.
Odkąd pamiętam, ciągle mi coś w sobie nie pasowało. Za mała pupa, za duża pupa, nogi...za grube, łydki...umięśnione...ręce za mało umięśnione/za bardzo umięśnione... i tak w kółko.
Też tak macie, że czasem wystarczy jakiś jeden gorszy dzień żeby nagle dużo rzeczy Wam się nie podobało?

Kumulacja mojego narzekania nadeszła rok temu. Wtedy faktycznie miałam ku temu prawo - w krótkim czasie przytyłam prawie 10 kg nie zmieniając diety ani formy aktywności.
Początkowo obwiniałam siebie - "eeehhh...to przez ten stres...jadłam więcej słodyczy, to moja wina, muszę więcej ćwiczyć i mniej jeść."
Nie pomogło - jadłam coraz mniej i nadal tyłam. Krytyczny stosunek do siebie kazał mi znowu zmniejszyć ilość kcal, szukałam winy tylko w sobie. Jednak, gdy prawie już tylko piłam wodę (!!!), nadal tyłam, zrobiłam badania. BANG!
Wyszło coś. Jeden lekarz, drugi lekarz, konsultacje, podejrzenia. Tarczyca. Leki, hormony do końca życia, dieta. I tak od roku.

Udało mi się powoli wrócić do siebie, teraz jestem na etapie eksperymentu: po konsultacji z lekarzem, odstawiłam wszystkie leki i trzymam samą dietę, zobaczymy, co czas pokaże. Na razie nic negatywnego się nie dzieje...

Dieta dietą, ale raz na jakiś czas robię odstępstwa. Dla zdrowia...psychicznego 



Emotikon w

Wniosek: słuchaj organizmu, nie zawsze ufaj wszystkim lekarzom! (mojemu nie zależało zbytnio na tym żebym wyzdrowiała, mam nadzieję, że taki zdarza się raz na milion).

Zdrowia! 

Marta

wtorek, 9 lutego 2016

Hej!

Jestem Marta i jestem instruktorem fitness od 2011 roku. Fitness to moja pasja!

 Zaczęło się niewinnie - od potrzeby poruszania się. Dla siebie, dla zabawy. Przy okazji żeby zgubić "brzuszek" od kiepskiego jedzenia na studiach. Zobaczyłam na zajęciach instruktorkę - wyglądała świetnie - miała pięknie zarysowane ręce. Pomyślałam "WOOW" też chcę coś takiego ze sobą zrobić :) 

O swojej drodze do osiągnięcia "tego" chcę Wam opowiedzieć. Przy okazji może uda mi się kogoś zainspirować do jakiejś małej zmiany :)

Witajcie!